Decyzja lokalnych władz Wodzisławia Śląskiego o zwiększeniu podatków, podjęta podczas sesji radnych w listopadzie, spowodowała niekorzystne skutki dla firm działających w tym mieście. Szczególnie dotkliwie odczuły to przedsiębiorstwa z branży transportowej, które rozważają teraz przeniesienie swoich siedzib do innych miejscowości.

O swojej sytuacji opowiedział nam Mirosław Kuligowski, doświadczony przedsiębiorca prowadzący od lat działalność na terenie Wodzisławia Śląskiego. Kuligowski jest obecny na rynku transportowym od końca lat osiemdziesiątych – pierwotnie zajmował się transportem ogólnym, a od 1990 roku specjalizuje się w przewozach ciężkich.

W 1991 roku nabycie pierwszego ciężarowego pojazdu typu TIR od upadającej państwowej firmy PKS w Wodzisławiu Śląskim rozpoczęło jego karierę w transporcie międzynarodowym. Kupił później swój pierwszy samochód marki LIAZ z przyczepą. Obecnie w jego posiadaniu jest siedem samochodów, które głównie operują poza granicami Polski.

Pan Kuligowski zwraca uwagę na dodatkowe problemy sektora transportowego. – W przeszłości zarobione środki finansowe wpływały do nas stosunkowo regularnie i na czas. Teraz, kiedy współpracujemy z dużymi spedytorskimi firmami, płatności mogą nadejść nawet po trzech miesiącach. Muszę jednak ponosić koszty operacyjne z góry. Przykładowo, jeden z moich pojazdów TIR zużywa 1000 litrów paliwa tygodniowo – to są naprawdę duże sumy – podkreśla przedsiębiorca. Wskazał również na niewypłacalność niektórych firm, z którymi wygrał sprawy sądowe o zaległe płatności, ale nie otrzymał od nich należnych mu pieniędzy.